Środa, 6 luty
Las Lajas posiadało pewną niespodziankę, która bardzo mnie ucieszyła: bogactwo zwierząt. Najpierw spotkaliśmy udomowioną papugę właścicieli i ich dwa psy, potem mnóstwo różnych ptaków i krabów na plaży, a na koniec nieoczekiwaną wizytę złożyła nam cała rodzina legwanów!

No i znowu przyszedł czas na wyjazd, z Las Lajas w kierunku Bouqete, poprzez prawdziwy kraj kowbojów…

Wieczorem dotarliśmy do miasta Boquete, które położone w głębi lądu, w górach, i posiadające świeży, chłodny klimat, dostarczyło nam zupełnie innych doznań niż rozpalone słońcem i gorące plaże i nadmorskie mejscowości, które do tej pory odwiedziliśmy. Nasz hotel był położony we wspaniałym miejscu i składał się z kilku domków posiadających dobrze utrzymane i urządzone jednopokojowe mieszkanka z kuchenką i łazienką z gorącą wodą – pobyt tam był samą przyjemnością. Poza tym na terenach pomiędzy domkami zasadzonych było mnóstwo drzew, krzewów i kwiatów, a niezliczone ilości kolorowych ptaków (i nawet kolibrów) przylatywały tutaj aby posilić się owocami, które pracownicy codziennie wykładali dla nich naprzeciwko tarasu, gdzie serwowano śniadania. Takim sposobem można było obserwować ptaki pijąc poranną kawę.

Wtorek, 5 luty
Mimo że zaplanowaliśmy pobyt w Chitré do środy, zdecydowaliśmy się wyjechać dzień wcześniej, jako że ja już zdążyłam się nasycić karnawałem – mimo że Daniel mógłby jeszcze spokojnie kontynuować picie i imprezowanie przez wiele dni… J
Takim sposobem wyjechaliśmy w kierunku Boquete, gdzie zarezerwowaliśmy hotel od środy po południu.
Jako że mieliśmy jeden dzień w nadmiarze, musieliśmy znaleźć miejsce do przenocowania. Wybór padł na małą miejscowość, leżącą na drodze do Boquete, w której (jak czytaliśmy) była piękna plaża i możliwość wynajęcia domków do przenocowania - Las Lajas.
Do Las Lajas dojechaliśmy późnym popołudniem i znaleźliśmy sympatyczne miejsce tuż przy plaży, z wysłużonym budynkiem jadalnym krytym strzechą i pięcioma domkami wczasowymi. Mieliśmy szczęście – mimo że karnawał jeszcze trwał i wszystkie dostępne miejsca sypialne w okolicy były powynajmowane, jeden domek był wolny – no więc go wzięliśmy.
Pomimo swojego wyglądu miejsce to pałało bardzo miłą, rodzinną atmosferą, a żona właściciela przyrządzała wspaniałe jedzenie. Po sycącym posiłku uzupełnionym miejscowym piwem poszliśmy się przejść niesamowicie długą i szeroką plażą, aby na koniec podziwiać zachód słońca…
