Feed on
Wpisy
Komentarze

Czwartek, 14 luty

Ostatni dzień naszego pobytu w Panamie spędziliśmy głównie na jeżdżeniu po różnych centrach handlowych i kupowaniu ostatnich prezentów. Wieczorem przyszli Nelly, Gabriel, Roberto i Verenice żeby się pożegnać, no i oczywiście trzeba było sobie zrobić obowiązkowe zdjęcia grupowe:

panama-city-025.jpg   panama-city-027.jpg

Po wyjściu gości zatrzymaliśmy ostatnie godziny wieczorne dla siebie - jakby nie było były to Walentynki - i zjedliśmy kolację w pobliskiej restauracji. Pozostało nam tylko spakowanie ostatnich rzeczy (musieliśmy kupić dodatkową torbę podróżną - to już stało się tradycją w związku z wyjazdami do Panamy J) i przespać się kilka godzin, zanim będzieli musieli wstać o 4:30 żeby wyjechać na lotnisko…

Tak zakończyła się nasza panamska przygoda, przed nami prawie cała doba w podróży, no i znowu się zobaczymy!

Serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy za towarzyszenie nam w podróży!

Grażyna & Daniel

Poniedziałek - środa, 11 - 13 luty

O godz. 10 rano wyruszyliśmy w dalszą podróż do kolejnego przystanku na naszej trasie o imponującej nazwie: Royal Decameron Beach Resort, Golf, Spa & Casino. Na wszelki wypadek sprawdziłam og której godzinie mamy się zameldować w hotelu i z przerażeniem odkryłam, że powinniśmy byli tam dojechać już dzień wcześniej! Na szczęście zapłaciliśmy za pobyt z góry, tak więc hotel nie mógł anulować naszej rezerwacji, ale tak czy tak było szkoda - straciliśmy pół doby hotelowej włącznie z posiłkami i rozrywką… Na szczęście niespodziewanie otrzymaliśmy ddrobne zadośćuczynienie, jako że zakwaterowano nas na całości parteru domku-bliźniaka, który leżał w o wiele bardziej prywatnej części kompleksu niż hotel, w którym faktycznie zarezerwowaliśmy pokój. Domek miał poza sypialnią i łazienką (jako bonus) także jadalnię, pokój dzienny, dodatkową toaletę oraz kuchnię z lodówką, pralką i suszarką - bez dodatkowej opłaty! Nareszcie mogliśmy wyprać i wysuszyć nasze ubrania…

Miejsce było ekstra - piękny teren, dobrze zagospodarowany i utrzymany. Była tam prywatna plaża, trzy duże kompleksy basenów i wiele restauracji, serwujących smaczne i różnorodne posiłki. Jako że pobyt był na zasadzie “all inclusive”, mogliśmy jeść i pić ile nam się chciało, włącznie z napojami alkoholowymi J. Poza tym personel troszczył się cały czas o przeróżne rozrywki, takie jek dyskoteki, rozgrywki sportowe i występy na scenie, tak że nasz pobyt tam był zarówno relaksujący jak i wesoły i szkoda nam było, że nie mogliśmy zostać dłużej.

farallon-001.jpg   farallon-013.jpg   farallon-002.jpg

farallon-065.jpg   farallon-061.jpg   farallon-040.jpg

farallon-035.jpg   farallon-068.jpg

Naszym ostatnim przystankiem w podróży było ponownie Panama City. Zakwaterowaliśmy się w świetnie położonym hotelu - tuż przy kanale i moście - który zresztą widzieliśmy z samolotu w drodze z San Blas. Dostaliśmy pokój z widokiem na morze, tak że widok z naszego okna i balkonu był wspaniały.

hotel-amador.jpg panama-city-035.jpg panama-city-039.jpg panama-city-040.jpg

panama-city-052.jpg

Środowy wieczór poświęciliśmy znowu rodzinie i także tym razem wiele osób przybyło na spotkanie żeby się z nami pożegnać.

Impreza odbyła się tym razem u cioci Daniela, Agostiny, a ja odkryłam, że chyba świetnie pasuję do tej rodziny biorąc pod uwagę ich zamiłowanie do ciast… J

panama-city-014.jpg   panama-city-049.jpg   panama-city-051.jpg

panama-city-022.jpg panama-city-043.jpg panama-city-048.jpg panama-city-008.jpg

Niedziela, 10 luty

Niedzielę spędziliśmy na jeżdżeniu po okolicy i w końcu zatrzymaliśmy się w ogrodzie zoologicznym pod nazwą El Nispero, w którym głównie znajdują się zwierzęta reprezentujące miejscową faunę, lecz także okazy flory - jest tu m.inn. duża cieplarnia z wielką ilością orchidei. Pośród zwierząt zainteresowała mnie głównie para białych pawi, a także różnorodność kolorowych bażantów i jastrzębi.

el-nispero-020.jpg   el-nispero-114.jpg   el-nispero-120.jpg

el-nispero-049.jpg   el-nispero-064.jpg   el-nispero-070.jpg

el-nispero-071.jpg  el-nispero-153.jpg  el-nispero-104.jpg  el-nispero-111.jpg

el-nispero-108.jpg   el-nispero-027.jpg   el-nispero-084.jpg

A po powrocie do hotelu mało nie pękliśmy ze śmiechu, bo na naszym łóżku czekało na nas jeszcze inne zwierzątko, przystrojone okularami słonecznymi Daniela:

el-valle-183.jpg

Sobota, 9 luty

Nadszedł czas aby opuścić piękne Bouquete i udać się w kierunku kolejnego interesującego punktu w górskim krajobrazie: do El Valle – miasta położonego w dolinie starego krateru wulkanu.

chiriqui-212.jpg   el-valle-001.jpg   el-valle-004.jpg   el-valle-005.jpg   el-valle-003.jpg

Aby dotrzeć do El Valle trzeba przejechać ok. 40 km pokręconą drogą pod górę – ale za to jakie widoki!

el-valle-184.jpg   el-valle-186.jpg   el-valle-187.jpg   el-valle-197.jpg

Miasto powitało nas piękną tęczą, a po zakwaterowaniu się w naszym pokoju (znowu mieliśmy szczęście w wyborze hotelu!) i krótkim spacerze do miasta byliśmy gotowi położyć się spać.

el-valle-015.jpg   el-valle-014.jpg   el-valle-013.jpg

Piątek, 8 luty

Tego dnia mieliśmy wyjechać z Bouquete, lecz miejsce to było tak piękne i tylu rzeczy jeszcze nie zdążyliśmy zobaczyć, że zdecydowaliśmy się pozostać jeszcze jeden dzień. Zastanawialiśmy się, czy nie wybrać się na wycieczkę na jedyny wulkan Panamy, Barú (który nie jest aktywny od 500 lat), lecz zrezygnowaliśmy gdy dowiedzieliśmy się, że wspinaczka na szczyt wulkanu (3.478 m) zabiera ok. 6 godzin. Zamiast tego zdecydowaliśmy się podziwiać go z odległości i zrobić kilka zdjęć, a na wycieczkę udać się do rezerwatu przyrody La Amistad, który położony jest po obu stronach granicy między Panamą i Costa Ricą.

Wejście do rezerwatu znajduje się w miejscowości Cerro Punta. Dojazd tam zabrał nam ok. trzech godzin, podczas których przejeżdżaliśmy przez piękne górskie okolice i obserwowaliśmy z podziwem, jak miejscowa ludność uprawia ziemię na stromych zboczach.

vulkan1.jpg   vulkan3.jpg   vulkan4.jpg   vulkan5.jpg   vulkan6.jpg   vulkan7.jpg   vulkan8.jpg

Po wejściu do rezerwatu znaleźliśmy się nagle w prehistorycznym krajobrazie: ogromne paprocie, palmy, liany, filodendron i inne rośliny rosły tutaj w poprzek i na krzyż w ciągłej walce o wspięcie się jak najwyżej - jak najbliżej słońca. Człowiek czuł się tutaj jak malutka mrówka pośród tych gigantycznych stworów natury…

vulkan9.jpg   vulkan10.jpg   vulkan11.jpg   vulkan12.jpg   vulkan14.jpg   vulkan16.jpg   vulkan18.jpg   vulkan17.jpg   vulkan19.jpg

Wejście do rezerwatu było na wysokości 2.280 m nad poziomem morza, a na wysokości ok. 2.600 m znajdował się piękny wodospad – lecz żaden z nas, cieniasów, nie czuł się na siłach wdrapywać się po stromej ścieżce aby pokonać te 300 m różnicy poziomów (powiedziano nam, że zabiera to około godziny, więc musiało być dosyć stromo przez całą drogę), więc zaszliśmy tak daleko, jak byliśmy w stanie i zeszliśmy z powrotem.

Po długiej podróży do hotelu najedliśmy się do syta owoców morza w peruwiańskiej (!) restauracji i zmęczeni poszliśmy spać.

 

Czwartek, 7 luty

Dzień rozpoczął się śpiewem ptaków tuż za naszym oknem, gdzie różne ptaszki najwyraźniej konkurowały ze sobą na drzewie pomarańczowym – przyjemnie jest się tak obudzić J

Po śniadaniu poszliśmy na spacer do prywatnego ogrodu, gtóry za darmo jest otwarty dla wszystkich odwiedzających. Nigdy jeszcze nie widzieliśmy tak ogromnego ogrodu z tyloma różnymi aranżacjami i z taką obfitością kwiatów! Samego hibiscus’a było tam ze 12 różnych odmian (patrz zdjęcia na stronie “Przyroda”). Spędziliśmy tam chyba ze dwie godziny chodząc po tym pięknym ogrodzie i podziwiając bogactwo przyrody…

boquete-037.jpg   boquete-039.jpg   boquete-041.jpg   boquete-048.jpg   boquete-057.jpg   boquete-075.jpg   boquete-081.jpg   boquete-090.jpg

Po południu udaliśmy się na wycieczkę z przewodnikiem po plantacji kawy, należącej do niewielkiego lecz znanego producenta kawy, “Café Ruiz”, który wygrał wiele złotych medali na międzynarodowych konkursach i produkuje kawę wybitnej jakości, ”gourmet”, oraz kawę organiczną/ekologiczną.

W przeciągu ponad trzech godzin obejrzeliśmy i dowiedzieliśmy się szczegółów produkcji, poczynając od drzewa kawowego, poprzez owoce, ziarna z ich skorupką i skórką, mycie, sortowanie, suszenie, jeszcze jeden proces sortowania, łuszczenie, palenie i na koniec pakowanie – oczywiście zakończone smakowaniem ich wspaniałej kawy i orzymaniem drobnego prezentu – torby z „kawową” zawartością. Po tej wycieczce byliśmy zgodni co do tego, że zobaczywszy, jak wielkiego nakładu pracy i czasu wymaga wyprodukowanie paczki kawy, zyskaliśmy wiele szacunku dla jej producentów oraz lepsze zrozumienie jej wartości i jakości. Począwszy od tego dnia więc – pijemy tylko porządną kawę, a na pewno już nie proszku (instant), bo dowiedzieliśmy się, że ta ”kawa” produkowana jest z odrzutów – złych i zniszczonych ziaren z początkowego sortowania. Jak mówią tutaj: ”Nescafé - no es café” (Nescafé to nie kawa) J

Na koniec naszej wizyty mieliśmy niesamowite szczęście spotkać człowieka, który założył fabrykę prawie 30 lat temu aby kontynuować rodzinną tradycję pochodzącą z roku 1920 – samego Señor’a Ruiz, mającego obecnie 86 lat i nadal pracującego w fabryce, dozorując plantacji i produkcji. Pracownicy fabryki twierdzą, że jego prężny chód i dobre zdrowie są zasługą picia kilku filiżanek doskonałej kawy dziennie J

kaffe1.jpg   kaffe5.jpg   kaffe6.jpg   kaffe2.jpg   kaffe3.jpg   kaffe4.jpg   kaffe7.jpg   kaffe8.jpg   kaffe10.jpg   kaffe9.jpg   kaffe11.jpg   kaffe12.jpg   kaffe13.jpg

Środa, 6 luty

Las Lajas posiadało pewną niespodziankę, która bardzo mnie ucieszyła: bogactwo zwierząt. Najpierw spotkaliśmy udomowioną papugę właścicieli i ich dwa psy, potem mnóstwo różnych ptaków i krabów na plaży, a na koniec nieoczekiwaną wizytę złożyła nam cała rodzina legwanów!

chiriqui-040.jpg   chiriqui-034.jpg   chiriqui-079.jpg   chiriqui-148.jpg   chiriqui-153.jpg   chiriqui-152.jpg   chiriqui-151.jpg   chiriqui-163.jpg   chiriqui-162.jpg


No i znowu przyszedł czas na wyjazd, z Las Lajas w kierunku Bouqete, poprzez prawdziwy kraj kowbojów…

chiriqui-167.jpg   chiriqui-174.jpg   chiriqui-185.jpg


Wieczorem dotarliśmy do miasta Boquete, które położone w głębi lądu, w górach, i posiadające świeży, chłodny klimat, dostarczyło nam zupełnie innych doznań niż rozpalone słońcem i gorące plaże i nadmorskie mejscowości, które do tej pory odwiedziliśmy. Nasz hotel był położony we wspaniałym miejscu i składał się z kilku domków posiadających dobrze utrzymane i urządzone jednopokojowe mieszkanka z kuchenką i łazienką z gorącą wodą – pobyt tam był samą przyjemnością. Poza tym na terenach pomiędzy domkami zasadzonych było mnóstwo drzew, krzewów i kwiatów, a niezliczone ilości kolorowych ptaków (i nawet kolibrów) przylatywały tutaj aby posilić się owocami, które pracownicy codziennie wykładali dla nich naprzeciwko tarasu, gdzie serwowano śniadania.
Takim sposobem można było obserwować ptaki pijąc poranną kawę.

boquete-006.jpg   boquete-035.jpg   boquete-005.jpg   boquete-258.jpg   boquete-247.jpg


Wtorek, 5 luty

Mimo że zaplanowaliśmy pobyt w Chitré do środy, zdecydowaliśmy się wyjechać dzień wcześniej, jako że ja już zdążyłam się nasycić karnawałem – mimo że Daniel mógłby jeszcze spokojnie kontynuować picie i imprezowanie przez wiele dni… J

Takim sposobem wyjechaliśmy w kierunku Boquete, gdzie zarezerwowaliśmy hotel od środy po południu.

Jako że mieliśmy jeden dzień w nadmiarze, musieliśmy znaleźć miejsce do przenocowania. Wybór padł na małą miejscowość, leżącą na drodze do Boquete, w której (jak czytaliśmy) była piękna plaża i możliwość wynajęcia domków do przenocowania - Las Lajas.

Do Las Lajas dojechaliśmy późnym popołudniem i znaleźliśmy sympatyczne miejsce tuż przy plaży, z wysłużonym budynkiem jadalnym krytym strzechą i pięcioma domkami wczasowymi. Mieliśmy szczęście – mimo że karnawał jeszcze trwał i wszystkie dostępne miejsca sypialne w okolicy były powynajmowane, jeden domek był wolny – no więc go wzięliśmy.

Pomimo swojego wyglądu miejsce to pałało bardzo miłą, rodzinną atmosferą, a żona właściciela przyrządzała wspaniałe jedzenie. Po sycącym posiłku uzupełnionym miejscowym piwem poszliśmy się przejść niesamowicie długą i szeroką plażą, aby na koniec podziwiać zachód słońca…

chiriqui-023.jpg   chiriqui-030.jpg   chiriqui1.jpg   chiriqui-177.jpg   chiriqui-044.jpg   chiriqui-041.jpg   chiriqui-049.jpg   chiriqui-052.jpg

Poniedziałek, 4 luty 

Tego dnia zdecydowaliśmy się wziąć udział w ”culecos” w jeszcze innej pobliskiej miejscowości, La Villa de Los Santos, a w drodze powrotnej do Chitré zatrzymaliśmy się nad rzeką, która stanowiła odżwieżający, nowy element w stosunku do tego morskiego krajobrazu, który do tej pory widzieliśmy. 

karneval-105.jpg   karneval-106.jpg   karneval-108.jpg

Wieczorem – znowu występy z muzyką reggaeton, zaaranżowane i prowadzone przez państwowy kanał telewizyjny ”tvn”, no i oczywiście ”comparsa”, tym razem o temacie „fantazja”.

karneval-110.jpg   karneval-112.jpg   karneval-114.jpg   karneval-115.jpg   karneval-123.jpg   karneval-125.jpg   karneval-129.jpg   karneval-131.jpg

karneval-153.jpg   karneval-156.jpg

A całą noc co chwila rozlegały się dzwięki wesołej piosenki – oczywiście w rytmie reggaeton: ”Aqui nadie va dormir” – ”tutaj nikt nie idzie spać”! J

karneval-159.jpg   karneval-162.jpg   karneval-160.jpg   karneval-163.jpg

Niedziela, 3 luty 

Rano pojechaliśmy na ”culecos” odbywające się w pobliskim mieście Las Tablas. Nie zostaliśmy tam długo, bo miasto było tak zapchane ludźmi, że nie dało się przez ten tłum przejść. 

A w domu – znowu impreza! Jeden z chłopaków, Benny, otworzył klapę bagażnika swojego samochodu i oczom naszym ukazały się ogromne głośniki, wypełniające cały tył samochodu na szerokość i wysokość! Benny podkręcił odtwarzacz w samochodzie do maksimum, aż było widać, jak membrany głośników poruszały się w takt muzyki – no i można było imprezować:

karneval-093.jpg   karneval-165.jpg   karneval-173.jpg   karneval-103.jpg   karneval-174.jpg

Wieczorem znowu udaliśmy się do miasta, gdzie zabawa trwała dalej: najpierw odbył się koncert z udziałem panamskich gwiazd reggaeton’u, m.inn. La Factoria i Mr. Junia, a później ”comparsa”. Parady mają codziennie inny temat, a tego wieczoru były to tradycyjne suknie ludowe, tak zwane ”polleras”. Parada odbywa się na zasadzie konkursu między dwoma dzielnicami miasta, ”Calle Arriba” i ”Calle Abajo”, gdzie każda z dzielnic, do akompaniamentu swojej własnej orkiestry, stara się przedstawić jak najpiękniej przybrany wóz i jak najpiękniej ubrane i przystrojone kobiety. Kobiety te mają na sobie tradycyjny ubiór i biżuterię wartości kilkudziesięciu tysięcy dolarów – ręcznie haftowane suknie, złote naszyjniki i biżuterię do włosów zrobioną z prawdziwych pereł – co czyni panamski stój ludowy najbardziej kosztownym w całej Ameryce Łacińskiej.

karneval-039.jpg   karneval-044.jpg

karneval-056.jpg   karneval-057.jpg   karneval-063.jpg   karneval-058.jpg   karneval-059.jpg   karneval-060.jpg   karneval-067.jpg   karneval-070.jpg

karneval-068.jpg   karneval-069.jpg

Sobota, 2 luty 

Panamski karnawał to naprawdę coś szczególnego – przez całe cztery dni, praktycznie 24 godziny na dobę, WSZĘDZIE rozbrzmiewa reggaeton i salsa. Sąsiedzi nie będą się skarżyć, jeśli przez całą noc gra się głośną muzykę, podczas gdy oni chcą spać. Za to zemszczą się następnego ranka podkręcając głośniki na max o godz. 7 rano, gdy imprezowicze położą się spać J

Część miasta zamyka się dla ruchu drogowego i tutaj odbywają się wszystkie imprezy. Przed wejściem należy jednak przejść przez kordon policji (której zresztą jest mnóstwo) i kontrolę osobistą. W ten sposób na teren karnawału nie dostaje się broń ani szklane butelki. Rano odbywa się impreza pod nazwą ”culecos”, która polega na tym, że ludzie tańczą na ulicach w rytm muzyki, która dochodzi z rozstawionych wszędzie gigantycznych głośników, i co chwilęza pomocą gumowych węży polewani są wodą z ogromnych cystern. W przeciągu kilku sekund jest się zupełnie przemoczonym, lecz ubranie bardzo szybko wysycha na słońcu – i znowu jest się gotowym na ponowne zmoczenie! Tak przebiega większość przedpołudnia, po czym przez miasto przechodzi parada nazywana ”comparsa”, jaką znamy z brazylijskiego karnawału – z przystrojonymi pojazdami, wiozącymi ludzi poprzebieranych w bajeczne stroje i kobiety w fantastycznych sukniach. 

Tego dnia opuściliśmy teren karnawału przed paradą, tak więc musimy ją obejrzeć innego dnia. Za to zostaliśmy dokładnie polani kilka razy i potańczyliśmy w rytm reggaeton’u.

karneval-004.jpg   karneval-001.jpg   karneval-018.jpg   karneval-025.jpg   karneval-035.jpg

Wieczorem wybraliśmy się znowu do miasta. Zaplanowaliśmy pójść na dyskotekę, która odbywa się pod gołym niebem, lecz po przyjeździe okazało się, że było tam tyle ludzi i wejście było tak drogie, że zrezygnowaliśmy i przyłączyliśmy się do innych gości, którzy zaparkowali swoje samochody na terenie naprzeciwko dyskoteki, po drugiej stronie ulicy,   i tańczyli do dźwięków własnej muzyki. W naszej grupie było już wtedy łącznie 19 osób i 6 samochodów, jako że cały czas ktoś nowy przyjeżdżał do naszego domu – było naprawdę świetnie! Jednakże dość szybko przekonaliśmy się, że nie jesteśmy w stanie wytrzymać aż tyle, co pozostali, o połowę od nas młodsi – po jakimś czasie mieliśmy dosyć głośnej, różnorodnej muzyki, puszczanej z głośników kilku samochodów naraz, więc wróciliśmy do domu aby pójść spać stosunkowo wcześnie, tzn. około północy.

Starsze wpisy »